Wrz 30
2009

Jacek Dubois„Literatura dla dzieci to antidotum po stresach sali sądowej” – wyznaje Jacek Dubois.

Jacek Dubois – adwokat, pisarz i publicysta. Urodzony niecałe pół wieku temu w Warszawie, zasłynął na niwie literackiej za sprawą… kotów. Jego „Sfinks w (o)błędzie”, „Koty pustyni”, a przede wszystkim „A wszystko przez Faraona” znane są nie tylko najmłodszym czytelnikom i nie tylko w Polsce! Trzeci z wymienionych tytułów, został w 2007 roku przetłumaczony na język… chiński.

Jako publicysta uwielbia felietony. Popełnił też kilka słuchowisk radiowych.

Dlaczego uznany prawnik przysiada w wolnych chwilach do pióra? Przekonajcie się sami!

Dariusz Rekosz: Zapewne zdarzało się Panu słyszeć, że zawód adwokata, ze specjalnością „karną”, nijak ma się do pisania książek dla dzieci. Skąd więc pomysł?

Jacek Dubois: Literatura dla dzieci to antidotum po stresach sali sądowej. Po jednej z trudnych spraw karnych potrzebowałem „przenieść się” intelektualnie do innej bardziej przyjaznej rzeczywistości. Planowałem napisanie krótkiego wesołego opowiadania dla dzieci. Wyszła z tego książka „A wszystko przez Faraona”, a pisanie stało się moim hobby.

DR: Dlaczego koty?

JD: Bohater pierwszych książek – kot to postać z mojego dzieciństwa. Gdy miałem sześć lat, ojciec wracał w nocy z przyjęcia w nastroju mocno „baśniowym”. Na podwórku znalazł bezdomnego kota, którego zabrał ze sobą do domu. Rano po przebudzeniu ojciec zrobił awanturę domownikom za to, że przyprowadziliśmy to zwierzę i zażądał jego usunięcia. Stanąłem w obronie kota, który został z nami. Niestety futrzak był chory i wkrótce zdechł. Rodzice nie chcąc mi o tym powiedzieć, wymyślili historię, że kot wyruszył w daleką podróż. Opowiadali, że dzwonił z pozdrowieniami z różnych egzotycznych miejsc i opowiadali mi o jego przygodach. Ojciec zaczął też wymyślać bajki, których bohaterem był kot. Tradycja przeszła na kolejne pokolenie i to ja zacząłem opowiadać opowieści o kocie moim synom. Jedną z takich opowiastek postanowiłem spisać. Z planowanej nowelki powstały trzy książki detektywistyczno-przygodowe.

DR: Nie ukrywa Pan swojej sympatii do kreski Bohdana Butenko. Zresztą ilustrator zagościł w Pańskich książkach. Proszę opowiedzieć o tej znajomości.

JD: Pan Bohdan to kultowa postać mojego dzieciństwa. Większość książek, którymi zaczytywałem się jako nastolatek była ilustrowana przez niego. Oczywiście marzyłem, aby on narysował kota, ale traktowałem to jako nierealną mrzonkę. Zapytany przez wydawcę o pomysł na ilustratora, żartując wymieniłem nazwisko mistrza. Ku mojemu zdumieniu redaktor uznał to za realny pomysł i powiedział, że się z nim skontaktuje. Przez kilka dni zdenerwowany czekałem na decyzję i udało się – Pan Bohdan się zgodził. Od tego czasu przygotowaliśmy razem trzy książki i mamy dalsze plany. To wspaniały człowiek zyskujący jeszcze przy bliższym poznaniu, a z biegiem lat nasze kontakty stały się przyjacielskie.

DR: Wytrawny zmysł obserwacji przydał się w felietonach. Publikował Pan w dosyć poczytnych czasopismach, aż przyszedł czas, żeby zebrać swoje felietony w jeden zbiór. „Kto wrobił Kubusia Puchatka?” – intrygujący tytuł, nieprawdaż?

JD: Jako prawnik „karny” stykam się z czarną stroną życia. Uczestniczę w sprawach, z którymi na ogół mamy kontakt tylko za pośrednictwem ekranu telewizyjnego. Jednak na ławę oskarżonych trafiają nie tylko przestępcy, ale również osoby uczciwe, które na skutek pomówienia, pomyłki, przypadku, albo niekompetencji funkcjonariuszy zostają oskarżone o czyny, których nie popełniły. W swoich felietonach staram się opisywać z lekkim przymrużeniem oka i dystansem ciekawe procesy karne czy komentować nie najmądrzejsze pomysły polityków. Kubuś Puchatek to ulubiony bohater mojego syna – niedźwiadek jest uosobieniem niewinności. Z mojego doświadczenia życiowego wynika, że „wrobić” można każdego. Tytułowy felieton opisuje proces Kubusia Puchatka.

DR: Zawód – adwokat, hobby – literat. Obie te rzeczy wykonuje Pan z pasją. Czy jest jeszcze coś, co mógłby Pan robić z podobnym zaangażowaniem i frajdą?

JD: Pomysłów mam setki – jedynym limitem jest brak czasu. Na pewno mógłbym być fotografem, ale to hobby zarezerwował już dla siebie starszy syn. Kocham sport i podróże. Kolejne książkowe sceny wymyślam biegając rano lub pływając, zaś ostatni mój projekt literacki zrealizowałem w pociągu do Pragi.

DR: „A wszystko przez Faraona” wydano także po chińsku. Jak do tego doszło?

JD: Na przyjęciu poznałem Zhao Gang, który przed laty studiował w Polsce i jest tłumaczem. Zaprzyjaźniliśmy się. Pokazałem mu swoje książki, zainteresował się nimi i zdecydował się je przetłumaczyć. Przy pomocy wspólnych przyjaciół znaleźliśmy wydawcę w Szanghaju i w ten sposób kot trafił do Chin.

DR: Czy chińska wersja jednej z Pańskich książek, to dla Pana największy (jak na razie) sukces na niwie literackiej?

JD: Literatura to moje hobby i nie traktuje jej w kategoriach sukcesów czy porażek. Nie jestem zawodowcem i nie interesuje mnie, jak moje książki przyjmują krytycy. Nie planuję tworzyć arcydzieł, pisząc je najzwyczajniej na świeci się bawię. Ta przyjemność i ewentualne zainteresowanie czytelnika jest największym sukcesem. A Promocja w Chinach to była fantastyczna przygoda. Zwiedziłem Szanghaj, odbyłem rejs rzeką Jangcy i występowałem w chińskiej telewizji. Dużo wrażeń.

DR: Porozmawiajmy przez chwilę o słuchowiskach radiowych. Dla wielu autorów są trudniejszą formą, niż powieść czy opowiadanie. Jak było w Pańskim przypadku?

JD: Wspaniała i ciekawa przygoda, ale trwała krótko i nim zdążyłem się rozkręcić, dział słuchowisk dla dzieci został zlikwidowany

DR: Czy rodzina dopinguje Pana w zmaganiach z literaturą?

JD: Moi synowie, dzieci członków mojej rodziny, czy przyjaciół występują jako bohaterowie książek, które piszę. Myślę, że to dla nich frajda. Młodszy syn Staś chce zostać pisarzem i często udziela mi fachowych rad.

DR: Bahdaj, Nienacki, Niziurski, Szklarski, Ożogowska, Woroszylski – to tylko niektórzy autorzy książek, które czytywał Pan w latach swojej młodości. Dlaczego właśnie oni? Czy i teraz wraca Pan czasami do np.: Marka Piegusa?

JD: Bo to wspaniali autorzy. Ich książki – pełne przygód, humoru i barwnych postaci – wciągały. Po latach wróciłem do nich czytając je mojemu synowi. Kilka dni temu razem ze Stanisławem oglądaliśmy na DVD ekranizacje przygód Marka Piegusa. A co do Pana Woroszylskiego – jego prawnuczka to przyjaciółka mojego syna. Napisałem bajkę, do której ona wymyśliła bohaterów.

DR: Plany literackie…

JD: Widzę je ogromne. Przed gwiazdką powinien trafić do księgarni zbiór bajek. Na wiosnę planowana jest kolejna, czwarta już część przygód kota. Kończę również nową powieść – ma to być kryminał dla młodzieży starszej. W planach mam również wydanie drugiego zbioru felietonów. A w przyszłości marzę o zmierzeniu się z nowym wyzwaniem i napisaniu powieści dla dorosłych.

Dziękuję za udzielenie wywiadu…

Autor Dariusz Rekosz



Ten artykuł nie jest komentowany.