Wrz 15
2009

Bilety10. września poleciałem, 13. września, w niedzielę – wróciłem.

W Lozannie – jednym z najpiękniejszych miast Szwajcarii – gościłem przez 2 dni z hakiem. To wybitnie za krótko, żeby wszystko zobaczyć i podzielić się wrażeniami, ale postaram się opowiedzieć, jak było.

Ponieważ wizyta obfitowała w różnorakie zdarzenia (w tym najważniejszy – Kiermasz Polskich Książek), opiszę ją chronologicznie.

Bilety gotowe? Zapnijcie pasy i w drogę!

10.09. czwartek, godz. 3:30 – budzik oznajmia mi, że pora wstawać. Jest jeszcze ciemno. O czwartej z minutami jestem na dworcu kolejowym w Sosnowcu (podwozi mnie brat – dzięki!) i czekam na pociąg do Warszawy (ma być o 4:40). Niestety, pociąg opóźnia się o całe 70 minut!!! Wsiadam do niego za dziesięć szósta. Kwadrans później nie miałbym szans, żeby zdążyć na samolot. PKP potrafi wzbudzić emocje!

Samolot linii Austrian10.09. czwartek, godz. 9:30 – docieram na Okęcie (dzięki Justynie – pozdrowienia!), odprawiam się przy stanowisku linii Austrian (niestety rodzimy przewoźnik okazał się 100% droższy) i przechodzę przez bramkę bezpieczeństwa.

10.09. czwartek, godz. 10:55 – odlatuję z Warszawy do Wiednia. W Wiedniu jestem o 12:25 i czekam na następne połączenie.

Okolice lotniska w Wiedniu10.09. czwartek, godz. 13:55 – odlatuję z Wiednia do Genewy (również liniami Austrian).

10.09. czwartek, godz. 15:35 – ląduję w Genewie. Dzięki kapitalnemu rozwiązaniu (czasami wystarczy tylko pomysleć) odbieram swój bagaż i przechodzę od razu na dworzec kolejowy, który znajduje się w tym samym budynku (kompleksie budynków). Bilet kupuję w kilkujęzycznym automacie (nawet dziecko potrafi się nim obsłużyć) i idę na odpowiedni peron.

Alpy i Jezioro Genewskie10.09. czwartek, godz. 16:01 – odjeżdżam pociągiem z Genewy do Lozanny. Podróż trwa około 45 minut. W pociągu mam okazję pogadać z miłym konduktorem (zna 5 języków), ktory życzy mi miłego pobytu w Szwajcarii.

10.09. czwartek, godz. 17:30 – na dworcu kolejowym w Lozannie spotykam się z Joanną. To na jej zaproszenie wybrałem się do tego alpejskiego kraju. Idziemy do domu Joanny, zbierając po drodze jej dzieciaki, bawiące się na placu zabaw. Plac zabaw znajduje się w soczyście zielonym Park Milan, w którym oprócz kilkustopniowej fontanny, można także pograć w piłkę, albo po prostu poleżeć na trawie (nie obawiając się, że natkniesz się na pozostałość po układzie pokarmowym lokalnego Burka – odchody psów należy osobiście posprzątać!) Tuż po 18-stej dołącza do nas Andrzej – mąż Joanny. Jemy kolację, rozmawiając do późna. Po 21:00 przychodzi Ola – to ona i jej mąż (Balazs) zaoferowali się, żebym kolejne trzy noce spędził właśnie u nich. Zmęczony docieram do swojego pokoju.

11.09. piątek, godz. 9:30 – (SPACER PO MIEŚCIE) po śniadaniu idziemy z Joanną nad Jezioro Genewskie, a potem, już sam, jadę metrem do centrum miasta. Wysiadam nieopodal gotyckiej katedry, która jest wizytówką Lozanny. Zwiedzam zabytek, a później spacerkiem wracam w stronę domu. Docieram na obiad, po którym jedziemy z Anią (nr 1) oraz Andrzejem do Ani (nr 2) oraz Bartka. Z ich piwnicy zabieramy ponad półtora tysiąca książek, które następnego dnia będą sprzedawane na Kiermaszu. Razem z Joanną, Anią (1) oraz Bartkiem zawozimy książki na av. de Morges 66. Pojawia się też Andrzej (pracownik szwajcarkiej TV) – ma jutro zadbać o nagłośnienie imprezy.

11.09. piątek, godz. 19:00 – wracamy do domu Ani (2) i Bartka, którzy zaprosili całe towarzystwo na raclette (raclette). Pojawiają się: Andrzej (mąż Joanny) i Piotr (mąż Ani 1). Okazuje się, że Michał (syn Ani 1 i Bartka jest zagorzałym czytelnikiem moich książek – najbardziej podoba mu się „Archiwum pułkownika Bergmana”). Siadamy do stołu w składzie: ja, Joanna, Andrzej, Andrzej (TV), Ania (1), Piotr, Ania (2), Bartek. Raclette (plus dodatki) jest wyśmienite!

12.09. sobota, godz. 9:00 – tuż po śniadaniu idę jeszcze raz na miasto (robię zakupy – przede wszystkim pamiątki dla moich dziewczyn). O 12:30 wracam na obiad. O 14:00 jesteśmy (ja, Joanna, Ania 1 i Andrzej TV) ponownie na av. de Morges 66, gdzie przygotowujemy wszystko do Kiermaszu. Pojawiają się inne osoby, które zabierają się do pracy. Rozstawiamy stoły, wynosimy książki. Przygotowujemy dekoracje.

Andrzej TV, Piotruś, Ignaś, ja, Tadzio, Grzesiu, Joanna, Andrzej12.09. sobota, godz. 15:00 – (KIERMASZ KSIĄŻEK) rozpoczyna się wielki kiermasz książek. Zgromadzone tytuły można kupić po 1, 2 lub 5 CHF. Jest też stolik autorski z moimi książkami, gdzie szwajcarscy Polonusi (wraz ze swoimi rodzinami) mogą: pociągnąć mnie za jężyk, nabyć jedną z moich książek, wzbogacić się o fajną dedykację i autograf, a także zapozować do wspólnej fotki. Chętnych nie brakuje. O 16:30 (z pół godzinnym poślizgiem) rozpoczyna się licytacja książek z dedykacjami i autografami pisarzy. Z ceny wywoławczej 5 CHF, niektóre tytuły osiągają poziom nawet 40 CHF! Pod koniec licytacji zbieram przybyłe dzieciaki na krótki wieczorek autorski, w czasie którego rozstrzygam także trzy proste konkursy z nagrodami. Po godz. 19:00 wracamy z Joanną, Andrzejem i ich dziećmi (Tadziem, Ignasiem, Piotrem i Grzesiem) do domu. Jest z nami także Ania (1) i Andrzej (TV). Po miłej kolacji dzień kończy się około 22:30.

Na dworcu w Lozannie13.09. niedziela, godz. 7:00 – wyruszam na dworzec kolejowy w Lozannie. Pociągiem dojeżdżam do lotniska w Genewie, skąd odlatuję do Wiednia o 10:30. Tam przesiadka na samolot do Warszawy i jestem na Okęciu kwadrans przed 15:00. Jadę autobusem 175 na Dworzec Centralny i udaje mi się złapać pociąg (Górnik – o 16:25), którym docieram do Sosnowca. Przed dworcem w Sosnowcu (jest godz. 19:00) czeka na mnie cała rodzinka. Jedziemy do domu.

13.09. niedziela, godz. 19:20 – Jestem w domu!

Intensywne cztery dni? Owszem. Ale nic dwa razy się nie zdarza. Szczegółowych fotorelacji ze SPACERU PO MIEŚCIE oraz z KIERMASZU KSIĄŻEK, szukajcie w odrębnych artykułach.

A ja w tym miejscu chciałbym serdecznie podziękować wszystkim, których wymieniłem w powyższym tekście, oraz tych, których spotkałem w Szwajcarii, a którzy nie znaleźli się w nim z powodów „ograniczeń technicznych”.

Brawa szczególne dla Joanny oraz jej Polskiego Stowarzyszenia w Lozannie!
Tak trzymać, miłe Panie!

Autor Dariusz Rekosz



1 komentarz do “Lozanna (1) – skrócony dziennik podróży”

  • ania nr 2 napisał(a):

    nastepnym razem zapraszamy na fondu. Pozdrawiam z rodzina, Ania nr 2