Wrz 10
2015

pol_gib_16Jest w Polakach coś dziwnego, że generalnie nie potrafią się cieszyć z sukcesów, natomiast gloryfikują „piękne porażki”. Od lat staram się przełamać tę głupią zasadę i oficjalnie dziwię się np. obchodom rocznic, które dotyczą przegranych powstań narodowych, czy też komentarzom, które wysławiają „piękną grę polskiego zespołu, zakończoną zwycięstwem naszych przeciwników” (vide komentarze mediów na temat frankfurckiego meczu Niemcy : Polska – przegranego 3:1).

Z zażenowaniem przyjąłem więc na klatę kilka zapytań, w stylu „po co jechać na mecz, który i tak wiadomo, że wygramy?”. Powiem szczerze – nie wiem, co odpowiadać na tak idiotyczny zarzut, dlatego też pozwólcie, że skupię się na mojej subiektywnej radości z wyjazdu do Warszawy 7 września 2015 r. Graliśmy w tym dniu na Stadionie Narodowym z Gibraltarem i pokonaliśmy ich 8:1. Mecz – mimo niesprzyjającej aury – sprawił mi dużo frajdy. Do domu wróciłem około 2:30 w nocy. Pal licho zmęczenie – było warto! Wygraliśmy. Wygraliśmy wysoko. Widziałem to na żywo.

A na zakończenie – kilka fotek… (stadion, droga na stadion, na trybunach, kibice, hymn narodowy, piłkarze…)

pol_gib_01 pol_gib_02 pol_gib_03 pol_gib_04 pol_gib_05
pol_gib_06 pol_gib_07 pol_gib_08 pol_gib_09 pol_gib_10
pol_gib_11 pol_gib_12 pol_gib_13 pol_gib_14 pol_gib_15

Autor Dariusz Rekosz



Ten artykuł nie jest komentowany.