Mar 01
2009

Katarzyna Majgier„Mogę zajmować się tym, co lubię” – zwierza się Katarzyna Majgier

Katarzyna Majgier – literatka nietuzinkowa. Dlaczego? Bo pisze o współczesnych nastolatkach – bez owijania w bawełnę, bez omijania trudnych tematów, za to – ciepło, sympatycznie i z pazurem wytrawnego obserwatora. Jej „Trzynastka na karku” była nominowana do nagrody IBBY „Książka roku 2006″, a „Amelka” zdobyła Literacką Nagrodę im. Kornela Makuszyńskiego w roku 2007. Pozostałe produkcje nie ustępują poziomem, wręcz przeciwnie – pozwalają czytelnikowi zaprzyjaźnić się z bohaterkami (bo u Kasi główne role odgrywają dziewczęta), a także pokazują, że ta polska Autorka ma niesamowity dar zjednywania sobie fanów (a właściwie – fanek). Jak to robi? Zapytajmy…

(zdjęcie: dzięki uprzejmości odpytywanej)

Dariusz Rekosz: Nie kryjesz się z tym, że książki zaczęłaś pisać w czasach swojego dzieciństwa. Od zawsze wiedziałaś, że zostaniesz autorką tak znakomitych powieści?
Katarzyna Majgier: Bo ja wiem, czy znakomitych? 🙂
Pisanie fascynowało mnie, odkąd pojęłam do czego służy pismo i marzyłam o tym, żeby kiedyś właśnie tym się zajmować, ale nie wierzyłam, że naprawdę tak będzie. Żyłam w przekonaniu, że pisarze muszą być kimś wybitnym, a ja nie jestem. A jeśli już po cichu sobie marzyłam o zostaniu sławną pisarką, to wyobrażałam sobie, że będę pisać naprawdę ambitne powieści dla intelektualistów. 🙂

DR: Nauka, to także przedmioty ścisłe. Jak wiem, również i z tą tematyką nie miałaś kłopotów. Szkoły kończyłaś… celująco?
KM: Przez większość czasu dobrze się uczyłam, choć nie wiem, czy można mnie było nazwać „kujonem”. Rodzice uważali, że uczę się za mało, ale nigdy nie miałam problemów z nauką. W liceum musiałam zacząć się więcej uczyć, bo trafiłam do szkoły, w której wymagano od nas bardziej „wkucia” materiału niż samodzielnego myślenia, a uczenie się „na pamięć” nie jest moją mocną stroną. Miałam wysoką średnia na maturze, ale pozostawałam w cieniu innych „kujonów” i nie tylko – osób bardziej ode mnie „rzucających się w oczy”.
Przedmioty ścisłe pod pewnymi względami wolałam od tych uważanych za humanistyczne. W takiej na przykład matematyce wszystko było jasne, czyste, sterylne – po prostu świetne. A na takim, dajmy na to, polskim albo historii wszystko zależało od interpretacji. Moja mogła się różnić od „wymaganej” i to wpływało na ocenę moich postępów. Stawałam czasem wobec dylematu – pisać „tak jak chcą”, choć się z tym nie zgadzam, czy tak, jak uważam, ale wtedy „odsłonić się” i jeszcze czasem za to oberwać…
Poza tym „tradycyjny” podział na przedmioty „humanistyczne” i „ścisłe” nie jest precyzyjny. Gramatyki uczymy się na zasadach podobnych do nauki matematyki, z kolei – na przykład biologia czy fizyka uchodzą za przedmioty ścisłe, a dotyczą wiedzy związanej z człowiekiem czyli humanistycznej 😉
Studiowałam psychologię, którą wszyscy kojarzą z czymś „humanistycznym”, ale ogrom czasu spędziłam na niej nad statystyką i rozmaitymi obliczeniami – matematycznymi. Podobało mi się to zdecydowanie bardziej niż przedmioty wymagające nie tyle zrozumienia pewnych reguł i wykorzystania ich w praktyce, ale nauczenia się czegoś na pamięć.

DR: Kiedy zdecydowałaś, że nadszedł ten właśnie czas, aby pokazać swoją twórczość „społeczeństwu”? Dlaczego, akurat wtedy?
KM: Ciągle mam pewne opory wobec pokazywania mojej twórczości społeczeństwu. 🙂
Pewnego dnia, kilka lat temu postanowiłam sprawdzić, czy uda mi się wydać książkę, ale nie zastanawiałam się, co będzie, gdy to się uda. Początkowo miałam taki opór przed przyznaniem się, że napisałam książkę, że wysłałam propozycję „Amelki” pod innym nazwiskiem. Podobnie zresztą zrobiłam, wysyłając kolejnemu wydawnictwu „Trzynastkę na karku”. Pokazując w sieci swoje prace plastyczne też długo używałam pseudonimu.

DR: Autorzy, którzy stanowili dla Ciebie wyzwanie. Byli tacy? Chciałaś pisać jak… No właśnie, jak kto?
KM: Tu powinna nastąpić długaśna lista moich literackich niedoścignionych ideałów. 🙂
Pamiętam czasy, kiedy chciałam pisać jak Juliusz Verne, Karol May, Joanna Chmielewska albo Alfred Szklarski. Wyobrażałam sobie, że bardzo fajnie byłoby robić coś właśnie takiego, kiedy dorosnę. Teraz nawet nie próbuję sięgać standardów, które wyznaczają autorzy, których podziwiam, ale staram się pisać coraz lepiej – najlepiej jak potrafię.

DR: Jestem pewien, że zanim sięgnęłaś za pióro (klawiaturę) – czytałaś. I to czytałaś dużo. Książka, o której nigdy w życiu nie zapomnisz i którą powinien przeczytać każdy, to…
KM: Tu powinna nastąpić jeszcze dłuższa lista ;)) Odkąd nauczyłam się czytać, miałam swoje ulubione książki. Z samych początków pamiętam „Tygryski” Joanny Papuzińskiej. Uwielbiałam te tygryski!
Później polubiłam książkę pod tytułem „Iryska”, nie pamiętam, kto ją napisał, wydaje mi się, że to była rosyjska książka. Opowiadała o dziewczynce, która mieszka w ogromnym bloku i nie może trafić do swojego mieszkania, a do tego ma wadę wymowy – sepleni. Puka do różnych mieszkań, a kiedy ktoś ją pyta, jak ma na imię, mówi „Iryska”, bo nie umie wymówić „Iriszka”. Z tego etapu życia zapamiętałam jeszcze książki „Jurek, bądź człowiekiem” Walerego Miedwiediewa – świetny pomysł na książkę! No i „Pippi” Astrid Lindgren – idolkę większości dziewczynek oraz innych jej bohaterów – Ronję, Córkę Zbójnika, Braci lwie Serce.
Potem przyszedł czas na czytanie serii „Ani z Zielonego Wzgórza” i przygód Tomka Wilmowskiego, dzięki którym odkryłam Indian i powieści Maya, Londona, Curwooda i innych autorów. Wciągnął mnie też świat fantastyki i „klasyki”. Czytałam dużo książek przygodowych, na które dziś młodzież się krzywi – Sienkiewicza, Bunscha, no i Dumasa oczywiście. Pamiętam też książki historyczne i nawiązujące do historii polskich autorek – Antoniny Domańskiej, która poza historią żółtej ciżemki” napisała np. „Krysię Bezimienną” – tę książkę polecałam wszystkim koleżankom i też im się podobała. Podobnie jak „Godzina Pąsowej Róży” Marii Krüger i „Małgosia kontra Małgosia” Ewy Nowackiej. Podróże w czasie zawsze mnie fascynowały.

DR: Nagrody, jak chociażby ta z roku 2007 i nominacje – zobowiązują. Czujesz, że twoje kolejne produkcje są (muszą być?) coraz lepsze? Czy czytelnicy dają Ci to odczuć?
KM: Czuję i staram się jak mogę. Czytelnicy są wymagający – piszą maile, poganiają, podsuwają pomysły. Czasem nawet kwestionują decyzje dotyczące bohaterów. 🙂 Cieszę się, że mam takich czytelników, choć wiem, że muszę pilnować, aby z jednej strony – nie rozczarowywać ich, a z drugiej – nie pisać tylko pod ich dyktando, zwłaszcza, jeśli dostaję wiele wykluczających się sugestii. 🙂

DR: Spotykasz się z czytelnikami w różnych zakątkach kraju. Opowiedz o spotkaniu autorskim, które wywarło na Tobie niezatarte wrażenie.
KM: Każde spotkanie daje do myślenia. I takie, na którym już na „dzień dobry”, słyszę „my nie lubimy książek, żadnych” i takie, z którego trudno wyjść, bo jeszcze się nie nagadaliśmy. Zaskoczyło mnie, gdy w jednej z bibliotek uczestnicy chcieli czytać na głos moją książkę, po kolei i każdy musiał przeczytać choć kawałek, nie krótszy niż koledzy 😉 Ostatnio, gdy spytałam młodych ludzi, jakie książki lubią najbardziej, odpowiedzieli, że horrory, kryminały i wszystko, co straszne. A wyglądająca na spokojną i bardzo grzeczną dziewczynka w pierwszym rzędzie powiedziała „Ja lubię, żeby jak najwięcej osób zostało zamordowanych”. Po czym zapytano mnie „A pani takie lubi? I co pani woli? Jak ludzie się mordują czy jak zabija ich jakaś straszna istota?”. Po spotkaniu dostałam e-maile z prośbami o pisanie horrorów zamiast książek jakie piszę. Napisano „pisze pani na tyle dobrze, że może jakoś sobie pani poradzi z horrorem”.

DR: Prywatnie mieszkasz w Warszawie, ale jakoś dziwnie się składa, że jesteś kojarzona z Krakowem. Skąd się to bierze?
KM: Mieszkałam w Krakowie, a dokładnie w Nowej Hucie, przez większość życia. Tam dzieje się akcja większości moich książek. Cieszę się, że jestem kojarzona z Nową Hutą, bo właśnie tam spędziłam czas, kiedy byłam w wieku bohaterów dzienników Ani Szuch.

DR: Duże miasta, to cały arsenał pomysłów na książkę. Czy korzystasz z tego w swoich powieściach?
KM: Tak, choć nie ograniczam się do miast. „Amelka” to książka o dzieciakach mieszkających na wsi. Sama spędziłam cześć dzieciństwa na wsi, tak, jak moi bohaterzy, włócząc się po okolicach, łażąc po drzewach, zbierając spady w sadzie. To były wspaniale chwile.

DR: Media – mediami, czytelnicy – czytelnikami. A co Ty sama, jako Katarzyna Majgier, uważasz za swój największy, dotychczasowy sukces?
KM: Wydaje mi się, że to, że piszę książki, które są wydawane i znajdują czytelników. Mogę zajmować się tym, co lubię.

DR: W sferze twórczej, każdy literat ma jakieś marzenie. Czy zdradzisz nam swoje?
KM: Chciałabym sprawdzić się w innych rodzajach literatury niż to, czym zajmuję się teraz.

DR: Na kilku stronach internetowych propagujesz swoją twórczość, ale nie tylko. Co i gdzie możemy znaleźć?
KM: Swoją twórczość propaguję głównie na swojej stronie domowej http://katarzyna.majgier.pl/ . Poza tym zajmuję się serwisami, z którymi też poniekąd wiążę się moja twórczość, bo są to portale dla dzieci i nastolatków – http://junior.reporter.pl/ i Amanita.pl . Młodzi ludzie, których poznałam dzięki tym serwisom to moje muzy 😉 To oni zainspirowali mnie do pisania dla młodzieży i oni są moimi pierwszymi czytelnikami.
Jest jeszcze Quizeria.pl, skierowana nie tylko do młodych użytkowników internetu, ale oni stanowią liczną grupę wśród jej odbiorców. Internet to druga, obok książek moja pasja.

DR: Słyszałem kiedyś takie stwierdzenie – „jej [czyli Twoje] książki są wyłącznie o dziewczynach i dla dziewczyn”. Czy zgadzasz się z tym stwierdzeniem?
KM: Nie. Główne bohaterki dotychczas wydanych przeze mnie książek są dziewczynami, ale występują tam również chłopcy. Niektórzy spośród nich – np. Przemek z „Przeboju na pięć” są wręcz kluczowymi bohaterami. No i książki czytają tez chłopcy. Niektórzy z nich czytają je jeszcze przed wydaniem – są moimi konsultantami i pierwszymi recenzentami. Inni, piszą e-maile po przeczytaniu książek.
Nie wiem, czy taki podział „o dziewczynach dla dziewczyn” i „o chłopakach dla chłopaków” ma większy sens. Kiedy byłam nastolatką moją ulubioną książką było „20.000 mil podmorskiej żeglugi”, gdzie przez cały czas nie pojawia się ani jedna kobieta. Dowiedziałam się o tym dwadzieścia lat później i wydało mi się to tak dziwne, że czytałam książkę jeszcze raz, pod tym kątem. Rzeczywiście, nie było tam żadnej kobiety! Sama, choć czytałam to nie raz, w ogóle tego nie zauważyłam.

DR: Nie samym pisaniem człowiek żyje. Opowiedz o tym, co fascynuje Cię poza życiem literackim.
KM: Jak wspomniałam – internet. Lubię też podróże oraz rozmaite robótki i majsterkowania – to świetny sposób na relaks.

DR: Kolejną książką twojego autorstwa, którą będziemy się mogli zachwycać, będzie…
KM: Wygląda na to, że będzie to kolejna część dzienników Ani Szuch, mam też pomysły na wiele innych książek. Próbuję swoich sił w fantastyce, chce napisać coś dla najmłodszych czytelników, takich, którzy dopiero uczą się czytać albo jeszcze nawet tego nie zaczynają robić.

Dziękuję za udzielenie wywiadu!

Autor Dariusz Rekosz



Ten artykuł nie jest komentowany.