Lis 10
2010

Przeżyłem!

To chyba najważniejsze stwierdzenie. Przeżyli także organizatorzy i odwiedzający. Przez tegoroczne Targi Książki w Krakowie przewinęło się ponad 30 tysięcy ludzi.

Przynajmniej ułamek z nich zatrzymał się przy stoiskach, na których podpisywałem trzy książki:

  • „Czarny Maciek i wenecki starodruk”
  • „Zamach na Muzeum Hansa Klossa”
  • „Tajemnica starej dzwonnicy”

Swoje spotkania zaanonsowali także celebryci (m.in. Martyna Wojciechowska, Piotr Kraśko, Wojciech Cejrowski, Steffan Moller czy Edyta Jungowska), tuzy literatury polskiej (np. Wanda Chotomska, Edward Lutczyn czy Marek Krajewski) oraz cała masa mniej lub bardziej znanych autorów, z którymi miło było się zobaczyć i zamienić chociaż dwa zdania.

Cieszyć musi poziom targów – z roku na rok bogatsza oferta i coraz lepsze książki. Ale nie sposób przejść obojętnie obok tak bzdurnych niedociągnięć, jak brak parkingu, brak bankomatu czy brak klimatyzacji. Te trzy braki (mimo iż mamy XXI wiek) powodowały niepotrzebne rozdrażnienie odwiedzających i z pewnością przyczyniły się do negatywnego procenta w ocenie całości.

Na Targach gościłem w piątek oraz w sobotę…








Autor Dariusz Rekosz



Ten artykuł nie jest komentowany.