Lut 11
2009

Katarzyna Zarecka„Do tej pory nikogo nie zamordowałam” – Katarzyna Zarecka przy tablicy.

Katarzyna Zarecka – Redaktor Naczelna portalu www.przystan-literacka.pl, młoda, piękna, ambitna, utalentowana, pracowita, … Jako jedna z niewielu w Polsce – robi to, co naprawdę lubi. Czyta. Fascynatka literatury – każdego gatunku, chociaż nie ukrywa, że bez kryminałów i dobrych thrillerów ten świat mógłby w ogóle nie istnieć. Często w roli pytającej, dzisiaj – to ja ją przepytałem…

(zdjęcie: dzięki uprzejmości odpytywanej)

Dariusz Rekosz: Skąd zamiłowanie do książek? Czyżby wyssane z mlekiem matki?
Katarzyna Zarecka: Pewnie z dziada pradziada. Dziadek (który niestety zmarł przed moimi narodzinami) ubóstwiał książki. Słuchałam opowieści o nim i marzyłam, by tak jak on, spędzać każdą wolną chwilę przy lekturze. Owe zamiłowanie przekazał w genach mamie, która pękała ze śmiechu przy książkach Chmielewskiej, a ja nie mogłam doczekać się czasów, gdy również będę mogła to robić. Zatem, albo to „wina” dziadka, albo mamy, która na dodatek usypiała mnie… szelestem przewracanych stron w gazecie (podobno tylko to działało).

DR: Lata szkolne zaliczasz do tych udanych? Zdradź, jakich przedmiotów (wtedy, a może i teraz) chętnie unikałaś?
KZ: Raczej tak. Mam dwóch starszych braci, miałam więc tę komfortową sytuację, że obok mnie byli tacy, którzy już się uczyli. Chcąc, nie chcąc, coś do mnie docierało. Nauka przychodziła mi więc dość łatwo. Jakich przedmiotów unikałam? Hm… Nie przepadałam w szkole podstawowej za fizyką, a w liceum wręcz jej nienawidziłam! Miałam dość srogą nauczycielkę. W pierwszej klasie liceum prawie wszyscy moi znajomi byli zagrożeni z tego przedmiotu. Wszyscy wszystkiego uczyliśmy się na pamięć, nawet zadania, bo a nóż widelec na sprawdzianie będzie coś podobnego. Wyobrażasz sobie? Mija dzień po dniu, a ty wkuwasz na pamięć fizykę. Ugh! Teraz wspominam to z uśmiechem na twarzy, ale wtedy głowy pękały nam od kombinowania, jak przetrwać fizykę i zachwycić nauczycielkę na tyle, by wstawiła ocenę pozytywną.

DR: Słowa, zawarte w książkach budują wyobraźnię. Skąd więc skrzywienie w stronę „mrocznych tekstów”?
KZ: Te dopiero budują! Szczerze – nie mam pojęcia. W dzieciństwie bałam się horrorów, ale i tak je oglądałam. Moi bracia chyba chcieli mnie za to w trzy diabły posłać. Błagałam ich, żeby pozwolili mi z nimi posiedzieć przed telewizorem, zgadzali się, choć musiałam obiecać, że nie będę później marudzić i mówić, że się boję. Oczywiście obiecywałam. I oczywiście się bałam. Musieli mnie prowadzać do toalety, bo przerażała mnie ciemności… Dziś wiem, że to filmy, książki, bardzo często fikcja i nie boję się. Ubóstwiam dobre thrillery. Czy one nie budują wyobraźni? Myślę, że to robią i potrafią oddziaływać bardziej niż na przykład teksty komediowe. Nie mam przez nie spaczonej psychiki. Do tej pory nikogo nie zamordowałam, więc to chyba dobry znak?

DR: I przyszedł czas na Przytań Literacką. Opowiedz, jakie były początki? Skąd pomysł? Jaki wpływ miałaś na realizację?
KZ: Początki były trudne. Bardzo trudne. Ot, dwie osoby stwierdziły, że nie będą pracować dla Goliata i stworzą Dawida. Miało być prosto i pięknie, ale… nie było. Drogi się rozeszły, zostałam z PL sama. Nie chciałam jednak się poddać, zbyt wiele zainwestowałam sił i pieniędzy. Postanowiłam iść dalej. „Im dalej w las, tym większy kryminał”, że tak Chmielewską „pójdę”. Kryminał zatem był coraz większy. Przepłakałam wiele nocy. Całe szczęście byli przy mnie ludzie, którzy mówili: „Idź, warto, nie poddawaj się”. Brzmi banalnie? Tak, ale prawda jest prawdą. Nie poddałam się, zaczęłam rozwijać PL przy pomocy wielu niesamowitych osób i pewnego dnia obudziłam się i zobaczyłam, że to działa, że „dziecko” zaczyna rosnąć, myśleć, mówić, chodzić. Dziś biega. A kryminał? Jak sam zauważyłeś – mam skrzywienie…

DR: Oprócz Przystani, na chleb mogłaś kiedyś (mogłabyś teraz) zapracować dzięki…
KZ: Konsekwentnemu dążeniu do wyznaczonych celów. O, ładnie zabrzmiało. Z pewnością nie zarobiłabym śpiewem, bo mój głos nie należy do czołówki światowych wokalistek (ze śpiewu w podstawówce zawsze miałam czwórki i wierzę, że to za znajomość tekstu). Nie zarobiłabym też tańcem, bo choć wiem, że człowiek ma jedną nogę prawą, a drugą lewą, to nie zawsze o tym pamiętam.

DR: Prywatnie, Katarzyna Zarecka nie lubi…
KZ: Chamstwa i draństwa. Wątróbki i gotowanej marchewki.

DR: Zdradź jeszcze listę osób, które miały niewątpliwy wpływ na ukształtowanie Twoich upodobań literackich.
KZ: Masz na myśli pisarzy? Lubię Deavera, lubię Pilcha, lubię Karpowicza (Ignacego), Lubię Falettiego (choć to tylko dwie książki), lubię Joannę Chmielewską, lubię jeszcze wielu, wielu innych autorów, których wymieniać nie będę, bo nie starczyłoby miejsca. W dzieciństwie chodziłam do biblioteki dla dzieci i wypożyczałam wszystko, co wpadło mi w rękę. Z biegiem czasu „awansowałam” do biblioteki dla dorosłych i tam również buszowałam. Nie skupiałam się tylko na, powiedzmy, piątce pisarzy.

DR: Książka – ta jedyna i niezapomniana. Książka, której nigdy nie zapomnisz, to…
KZ: „Sceny z życia Smoków” Beaty Krupskiej. Pierwsze wydanie.

DR: Prowadząc Przystań Literacką wykonujesz tytaniczną pracę, przerzucając miliony stron tygodniowo. Jak Ci się udaje przeczytać aż tyle, przemyśleć, zrozumieć, napisać recenzję i zrobić jeszcze kilkanaście innych rzeczy?
KZ: Nie wiem… Nie przesadzajmy jednak. Znam osoby, które czytają więcej. Znam osoby, które mają na głowie zdecydowanie więcej obowiązków. Znam osoby, które pracują od rana do wieczora, bo etat, bo dom, bo pomoc innym. Tacy ludzie są niesamowici. I stanowią spora grupę.

DR: Młode dziewczyny kochają się w aktorach, piosenkarzach. Słuchamy…
KZ: Tak, ja tu zdradzę swoje tajemnice, mój mąż to później przeczyta i kto będzie miał problem? No dobrze… Nie mam –naście lat, więc i moja „miłość” ma inny wymiar. Zatem – David Gahan z Depeche Mode (niesamowicie utalentowany facet z głosem, który ubóstwiam), Johnny Depp (niesamowicie utalentowany facet, który potrafi zagrać wszystko).

DR: Gdybyś miała napisać książkę swojego życia, to byłaby to…
KZ: Autobiografia. Tylko tego typu publikacje kojarzą mi się ze sformułowaniem „książka mojego życia”. Gdybym miała napisać inną, jej tytuł brzmiałby „Draże Orlando córki sekretarza”. Finito.

DR: Twój przepis na sukces?
KZ: Nie znam. Gdybym znała, zarabiałabym mnóstwo pieniędzy, spłaciłabym kredyt, zmieniłabym samochód. Chyba, że masz na myśli inne sukcesy, bo przecież sukcesem jest to, że mam świetnego męża i niezwykle piękną, zdrową córkę. Sukcesem jest to, że budzę się każdego dnia i chcę żyć. Sukcesem jest to, że otaczają mnie fantastyczni ludzie. Sukcesem jest to, że spełniam swoje marzenia. I wreszcie sukcesem jest to, że pracuję i czerpię z tego radość. Jak osiągnąć te sukcesy? To indywidualna sprawa.

Dziękuję za udzielenie wywiadu!

Autor Dariusz Rekosz



Ten artykuł nie jest komentowany.